SIAnna Szenknecht-Iwańska

Po nocy przychodzi dzień.
Towarzyszę w drodze między nimi.

Dwie sylwetki o wschodzie słońca — symbol drogi między nocą a dniem

Wiele wędrówek zaczyna się jeszcze w ciemności — zanim wzejdzie słońce, trzeba przygotować się do drogi. Nie uciekam od tej ciemności, bo wiem, że to ona bywa początkiem wyruszenia, w niej często rodzi się pierwszy krok. Do mojego gabinetu trafiają osoby, które noszą w sobie taką noc — długą, niedającą ukojenia. Siadam naprzeciw i słucham. Towarzyszę w drodze ku światłu, które nie oślepia, lecz pozwala zobaczyć wyraźniej to, co bliskie, i to, co odległe. Wiem, że po nocy przychodzi dzień — i staram się być obok, gdy razem czekamy na wschód słońca.

To wędrowanie między cieniem a światłem dobrze oddają dwa japońskie słowa, które mi towarzyszą:

Komorebi i yūgen

Komorebi (jap. 木漏れ日, wym. "komorebi") to japońskie słowo, które nie ma jednego odpowiednika w innych językach. Oznacza światło słońca przenikające przez korony drzew — nie ostre, nie oślepiające, lecz rozproszone, delikatne, migoczące w rytmie poruszających się liści. To światło, które nie zaprzecza cieniowi, lecz współistnieje z nim — i właśnie z tego współistnienia rodzi się jego spokój.

W tych plamach światła i cienia kryje się jednak coś więcej, niż to, co widać na pierwszy rzut oka. Japończycy mają na to osobne słowo — yūgen (jap. 幽玄, wym. "jugen") — głębokie, tajemnicze piękno, którego nie da się zobaczyć wprost ani w pełni nazwać, ale które można wyczuć. To, co pozostaje w cieniu między liśćmi, bywa właśnie taką głębią — nienazwaną, a jednak obecną.

Komorebi i yūgen są dla mnie metaforą procesu terapeutycznego: nie chodzi o to, by usunąć cień, ale o to, by pozwolić światłu przenikać przez niego stopniowo, we własnym tempie — aż stanie się możliwe dostrzeżenie tego, co wcześniej pozostawało ukryte w głębi.

Zrób pierwszy krok

Skontaktuj się, aby umówić pierwszą konsultację i zobaczyć, jak mogę pomóc w Twojej sytuacji.